Zapatrzono się razy:

niedziela, 22 grudnia 2013

Bomb (k) owo

Kreatywne pomysły ma nasza klasa :) to znaczy klasa syna mego pierworodnego :)
Z okazji wigilijnych podarunków każdy uczeń miał zrobić bombkę :) Każda osoba dostała taką samą kulę styropianową - reszta zależała od pomysłu dziecka, tudzież rodzica ;)

Janek postawił na dekupaż :) Często podbiera mi różnego rodzaju rękodzielnicze drobiazgi i robi z nich co mu fantazja podpowie :)
Tym razem miał nieograniczony dostęp do moich przydasiów ;) mamęu boku jako wsparcie techniczne i swoje łapki - a co!! I do roboty :)

Zajęło nam to kilka dni - bombka powstawała głównie wieczorami :) Zresztą kto raz spróbował dekupażować ten wie, że jest z nim jak z ogrem i z cebulą ;) ma wiele warstw :) a każda musi porządnie przeschnąć ;)

Malowanie bombki farbą podkładową było nawet fajne, grzebanie w stercie serwetek było superowe :) tak jak i wybieranie wzoru :) Wycinanie wybranego wzoru  i przyklejanie go na kulę wymagało precyzji i cierpliwości - heh wyobraźcie sobie całkiem żywego siedmiolatka przy tej czynności :P
A potem lakierowanie - pierwsze poszło całkiem sprawnie :)
No to teraz można szaleć z tłem - dużo niebieskiego, dużo białego i ciapkanie pomiędzy serwetkowymi świątecznymi akcentami :) ładnie mu  to wyszło :)
Potem lakierowanie - "o matko znooowuuu". No ale jakoś poszło:)

Rozpryskiwanie szczoteczką do zębów białego, niebieskiego, czerwonego i fioletowego było NAJFAJNIEJSIEJSZĄ rzeczą :) Przemilczę szorowanie stołu (wyłożonego dla zabezpieczenia gazetą). Dobrze, że płytki mają wzór maskujący ;)

No i znowu lakierujemy. Teraz na lepki lakier nasypaliśmy brokat :) No to akurat też fajne było :) ale moje wyliczenia jakoś się nie sprawdziły i zamiast skończyć na tym naszą przygodę z pędzlami i lakierami trzeba było nałożyć jego kolejną warstwę - brokat nam nieco odpadał. Tak więc juz ja złapałam za pędzel bo Młody spał już solidnie a następnego dnia trzeba było zamocować uchwyt (też mamy działka - przydał się sprzęt do wyrobu biżuterii)  i prezent zapakować :)

Zakokardkowaliśmy bombkę, zapakowaliśmy i Janek zaniósł ją do szkoły. Dumą przepełniony :) Bo w zasadzie zrobił ją własnoręcznie :)  i wyglądała przecudnie :)



Fajna też była wizyta w sklepie dla plastyków. Przytachalismy mini podobrazia :)
Janek namalował szopkę bożonarodzeniową :)

środa, 20 listopada 2013

Dzień Misia - przygotowania :) czyli jak Syn uszył swojego pierwszego Miśka :)

Szkoła Pierworodnego będzie hucznie obchodzić Dzień Misia :)
Zaangażowano maluchy :) Zadanie bojowe: zrobić Misiola :) Własnoręcznie, technika dowolna :)
Po burzy mózgów, porwała nas lawina pomysłów :) powstał prototyp... ale o tym po kolei :D
Oczywiście Miś jest EkoMisiem :) Wykorzystaliśmy to, co było w domu :)
Przez cały weekend trwały prace :) a efekt :) zobaczcie sami :)
Ale najważniejsze jest to, że Haniulka jest cała w skowronkach :D


Najsampierw powstała forma :)  nie, nie wróć.... projekt :) narysowalśmy dziesiątki miśków :) ten ostatni podbił nasze serducha :)


 Wycieliśmy formę,


Odrysowaliśmy na za małym już, ale za to kolorowym, Jasiowym sweterku :) spieliśmy coby się łatwo szyło  całość znowu wycieliśmy. Z dużym zapasem materiału po bokach. Zupełnie niezgodnie ze sztuką krawiecką ;) Ale igłą operował krawiec początkujący :)




 Teraz pozostało pójść w tany z igłą i nitką :)


Zajęło to Małemu Artyście ze cztery godzinki, podzielone na dwa dni :)

Następnie odcieliśmy (a dokładnie zrobił to Jasiol) nadmiar niepotrzebnego materiału :)


Wywineliśmy Miśka na drugą stronę ( łapki nóżki były najtrudniejsze, ołówki poszły w ruch).





Nieco różni się od oryginału i planu, ale proszę zauważyć, że to debiut w tej dziedzinie ;) Oczka są z guzików, nosek z koralika z lawy wulkanicznej :) Uśmiech z kordonka :)
Pozostało nadać Misiowi "puchatości" - ofkors pod ręką nie mieliśmy nic profesjonalnego, więc w ruch poszła wata kosmetyczna :)









Jestem przeogromnie dumna z Janka :D Ma chłopak talent :)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Daliśmy się wkręcić...

Jakoś tak przed wakacjami... A to wszystko przez matkę moją rodzoną, która to pewnego dnia przybyła w odwiedziny. Kawka, ciasteczka (nic dziwnego, że waga nie drgnie ;) ) i tak jakoś od słowa do słowa, pyta sie mnie "co robimy z zakrętkami różnego rodzaju?"
No co można z nimi  zrobić?? Odkręcić, zgnieść butelke i wyrzucić do kosza :) Ale, ale, ale, okazuje się, że ten kawałek plastiku ma MOC!! Tak właśnie!! Bo dzięki małym, plastikowym nakrętkom można komuś pomóc! A tak właśnie!! I od tego momentu, kolekcjonujemy nakrętki, a potem przekazujemy je mamie Adasia :) Dzięki temu Adaś będzie miał w końcu specjalistyczny wózek inwalidzki. I jego mama zabierze go na spacer :) Super sprawa prawda?? No ale jak się okazuje, to nie o kilka nakrętek chodzi. Potrzeba ich naprawdę mnóstwo. Już nawet nie kilogramy tylko TONY!!
Dlatego zbieramy my, sąsiedzi, rodzina. Udało się nawet rozkręcić akcję nakrętkową u Jasia w szkole :) SUPER!! Bo pomagać jest fajnie :)
Poszperałam w internecie... jest wiele potrzebujących dzieci, dorosłych... Sami za wiele nie zdziałamy ale w ilości drzemie siła, dlatego serdecznie zachęcam, do wkręcenia się...
Może w szkole, w przedszkolu, gdzieś w Waszym mieście taka zbiórka jest organizowana :) Warto się przyłączyć :)
A ja uwielbiam patrzeć na kolegów i koleżanki ze szkoły Synola, którzy z takim niesamowitym przejęciem i entuzjazmem przynoszą torby tych maciupeńkich krążków, żeby zupełnie bezinteresownie pomóc :) To napełnia moje serduchą ogromnym szczęściem... że, takie maluchy mają w sobie tyle dobrych uczuć :)


W Zgierzu nakrętki można oddwać w Szkole Podstawowej nr 5 (na Kuraku),
Szkole Poodstawowej nr 12 (na Staffa) i w Samorządowym Liceum Ogólnokształcącym im. Romualda Traugutta :)

Dajcie się wkręcić :)


wtorek, 12 listopada 2013

Po wszystkim :)

Diabeł z naszej córki został wypędzony, grzech pierworodny zmazany :) Udało sie :) Ufff :) Okupione to było wieloma trudami, czterdziestominutowym rykiem przed wyjściem i ogólnym chaosem :)  stratami w postaci dwóch par rajstop ;) moich oczywiście ;)
Cór całą uroczystość przespała :D jak nigdy ostatnio, ucięła sobie drzemkę ;) W kościele jednak dobrze się śp :P

A ja jestem o kolejny rok starsza :) Świętowałyśmy wspólnie :)
Dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami tego dnia :) buziak Kochani :)

sobota, 9 listopada 2013

Do trzech razy sztuka....

Dzień wielki przed nami. Dziecko moje młodsze ma zostćc ochrzczone... Sukienki, buty i inne  kupione, czekają na wielką chwilę, garniaki wyszykowane, koszule wyprasowane, a co!! Wszyscy mają być w końcu wymuskani. Sprawy kościelno-organizacyjne oczywiście uregulowane... I co dalej?? Otóż tydzien temu cór postanowiła, że się rozchoruje. Po raz trzeci wywija nam ten numer.... tym razem już terminu nie przesuwaliśmy. Jak to mówią, do trzech razy sztuka. A 7 dni to czas akuratny na pożegnanie choroby. Udało się?? Udało :) Ale nic to, gdyż dziś dzieć mój jest bardzo muzykalny. Niech no tylko polecą pierwsze sekundy jakiejś piosenki, Haniulka kiwa się, kręci w kóleczko, skacze niezdarnie (czytaj przesłodko), główką wymachuje... Fajowsko jest, muzyka gra! I dzisiaj postanowiła sobie popogować ;) w łazience... przy wannie... Guza ukryjemy pod grzywką.... Na makijaż sceniczny jest jeszcze za młoda ;)
Za to Janek postanowił, że od siostry gorszy być nie może. Ciecze mu z nosa, chrząka i kaszle... Mężonowi orkiestra dęda gra w płucach już drugi tydzień...
Pięknie będziemy się prezentować... No, na pewno melodyjnie i ekstrawagancko...
Chodzi za mną takie wrażenie, że dziecie moje młodsze, za nic, nie chce wstąpić w progi naszego kościoła... Podejrzewam, że podczytuje wszelkiego rodzaju niusy na portalach informacyjnych ;) chyba muszę dac jej szlaban na komputer ;)

W zgodzie z Cejrowskim....

Świetnie... pięknie... fantastycznie... no niby nic nowego, że rząd ma nas centralnie gdzieś, ale żeby ignorować MILION Polkaów to jest najzwyklejszy skandal...

Panie Tusk, Pan Cejrowski świetnie podsumował to co się dzieje:


No, nie da się nie zgodzić!!
 

I jakoś tak nie chce mi wylecieć z głowy ten kawałek  (tylko dla dorosłych odbiorców - padają słowa niezbyt cenzuralne ale jakże rzeczywiste)


czwartek, 31 października 2013

Dyzio ;) Szef Kuchni poleca :)

Pojawił się u nas gość całkiem spodziewany, za to z niecodziennym menu :) Szef Kuchni zaserwował przepyszne babeczki z budyniem. Pyszności przeznaczone tylko dla osób z mocnymi nerwami :)





A przepis na babeczki??

Banalny :)

2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki kakao

1/3 rozpuszczonej kostki masła (ale dzisiaj piekłam z 1/3 kubka oleju - masło się nie kupło)
 2 jajka
szklanka mleka

Budyń (robimy zgodnie z instrukcją, poza tym, ze mleka dajemy mniej o 1/4).

coś do ozdoby - tym razem żelkowe oczy i bita śmietana.


Składniki suche mieszamy ze sobą, mokre również mieszamy razem a na sam koniec niedbale łączymy jedne z drugimi. Przekładamy do foremek wyłożonych papilotami w sposób  następujący:
łyżka masy babeczkowej
łyżka budyniu
łyzka masy :)

Całość pieczemy w 190 stopniach celsujsza przez 20 minut :) następnie przyozdabiamy i wcinamy :)

Smacznego :)


środa, 16 października 2013

Do wszystkich tych którzy mają serducho! Kolejny apel o pomoc!

Powiedzcie mi proszę dlaczego los tak niesprawiedliwie dzieli?
Michałek ma dopiero 3 miesiące i zdiagnozowanego raka oczka tzw "siatkówczaka". Lekarze chcą usunąć mu oczko mimo, że nasi zachodni sąsiedzi próbują taki nowotwów, często z powodzeniem, wyleczyć. Szansą dla Michasia jest konsultacja i leczenie za granicą. Niestety wiadomo, że wiąże się to z ogromnymi kosztami. A gdyby jednak - tfu tfu - odmówiono leczenia za granicą, to koszty leczenia w Polsce, dojazdy, wymiana protezy oczka co 3 miesiące daje w sumie ogromną kwotę.
Dlatego moja blogowa koleżanka Joasiunia wpadła na pomysł zorganizowania kiermaszu. Akcja ruszyła z kopyta. W końcu liczy się czas. Kiermasz zaplanowano na przyszły tydzień. Dlatego tutaj pojawia się moja gorąca prośba, jeśli macie coś, co wyszło spod Waszych rączek i chcecie przekazać to na rzecz Maluszka, będzie to OGROMNA POMOC!!

Ja już szykuję paczuchę :) Niby wiem, że to i tak kropla w morzu potrzeb ale ziarnko do ziarnka i powoli uzbiera się  kwota na leczenia Michasia :)
Chętnych odsyłam do bloga Asi http://joasiunia.blogspot.com/2013/10/pomoc-dla-michaka.html

A tych z Was którzy mogą akcję wesprzeć chociaż niewielka kwotą zapraszam do odwiedzenia strony poświęconej temu choremu Bobaskowi
http://www.michalszczepaniak.pl/

Wierzę bardzo w to, że uda się pomóc Michałkowi, że dobrzy ludzie jak zwykle staną na wysokosci zadania i że życie tego Malucha, mimo, że tak źle rozpoczęte, będzie już tylko lepsze :)






Trzymam kciuki Michasiu :)

poniedziałek, 7 października 2013

Słoneczko, spacery, kasztany :) i gonienie kota

:) W końcu!! Możemy powiedzieć, że się jako tako wykurowaliśmy :) A łikend rozpieszczał nas promieniami słonecznymi, oj rozpieszczał :) I marnotrastwem byłoby nie skorzystać z tak sprzyjającej aury :) Co prawda wypad na ryby i grzyby mimo, że kusił został przegłosowany na rzecz... spaceru kasztanowego :)







i porzucać do celu można :)


A Hanka taaaaaaakiego kasztana znalazła :)


Ups... to nie jest to, na co wygląda... ja wcale kasztanów nie podjadam


No i chodzi za mną i pilnuje. A kasztany mają taki ładny kolor. I są okrąglutkie! Na pewno da się je zjeść!!


- Ejjj no Brat! Tutaj jednego przeoczyłeś!! Do okulisty jazda!!
- Nie mędrkuj tutaj!! Bliżej masz do ziemi ;)


A grzyby też były :) tylko takie mniej jadalne ;)


Zaopatrzenie w tonę kasztanów, przygotowujemy się do ich przerobienia :) głównie w postanie róznych cudaków i straszaków na pająki :) bo podobno tam gdzie kasztany tam pająków brak :)

A fotki kota nie ma :) Hanka go skutecznie pogoniła :) a chciała tylko przytulić ;) Ojj biedna ta nasza Czarna :)

czwartek, 26 września 2013

Ijo ijo iijoooo - czyli zapalenie krtani

Zasiedliśmy z Mężonem wieczorową (dosyć późną porą) przed telewizorem, rozkoszując się ciszą i spokojem. Ten, kto ma dzieci, wie, że taki stan cieszy podwójnie a nawet i podrójnie, rzekłabym ;)
I nagle sielankę ową przerywa CHARCZENIE.
- Które to?? wyrywa się Mężonowi.
- Hanka!! Krzyczymy zgodnie.
Już w progu sypialni postawiłam diagnozę: KRTAŃ, słysząc dzwięki jakie Niunia wydawała.
Charczenie, szczekanie, ściśnięte gardło i trudności  w złapaniu oddechu (A mówił dziadek: Zostań lekarzem ;) widocznie on pierwszy zauważył talent mój). Dalej poszło już utartym schematem. Czapa na głowę, opatulenie kołdrą, otwarte okno, diphergan.. Pomogło. Na tyle, że pogotowie, które przyjechało zabrało nas w miarę spokojnie do szpitala. A droga do niego była niesamowita ;) Takie coś migało i mrugało na górze. Ale to nic! Wyło toto przeciągle a karoca mknęła szybko, jak na bal kopciuszka. Tylko ratownicy uparli się na nebulizacje z adrenaliny. Ale Hanka miała to gdzieś!! Nikt nie będzie zmuszął mojej córki do zrobienia czegoś, czego ona nie chce!! (No chyba, że mama, podstępem ;) ) Tak więc trafiłyśmy prawie na bal. Tłoczno było na Spornej jak zwykle o tej porze. No ale to przecież impreza w końcu. Tylko czemu zamiast przekąsek zaserwowano Młodej zastrzyk w pupę to ja nie wiem. Ona tym bardziej. A tak w ogóle to skandal, bo zamiast księcia z bajki dostałyśmy gąsiorka!! I to jeszcze w karetce!! Nie tak się umawiałyśmy ;)
 Na szczęście łóżek na oddziale brak, a, że u nas krtań to nie pierwszyzna, więc po odebraniu instrukcji co dalej i z czym to wszystko, wróciłyśmy do domu. Tatuś przyjechał. Z Jasiem! A co, niech chłopak też sobie troszkę poimprezuje ;)
Do domu też wracaliśmy na sygnale. Hania sobie włączyła. Swoje ijo ijo iiiijooo :)

Ufff :) Dzisiaj Haniulka śpi spokojnie. Widać nie ma zamiaru powtarzać wyczynu z wczoraj, skoro prawdziwych królewiczów już nie ma. Przynajmniej na SORze ;)

Ale tak na serio to zapalenie krtani jest niezwykle niebezpieczną chorobą. U dzieci do lat pięciu. A dlaczego?? Bo odcinek gardło-oskrzela jest króciutki. Niewielka (relatywnie) opuchlizna może spowodować poważne problemy z oddychaniem łącznie z duszeniem się. I chociażby dlatego warto wiedzieć co zrobić. Bo dokładnie pamiętam naszą panikę, gdy Janek obudził się o drugej w nocy. Z poważnym problemem przy złapaniu powietrza. I te jego łzy w oczach i głosik : mamusiu dlaczego? A ja nie wiedziałam ani dlaczego ani co robić.
Teraz wiem, więc się dzielę wiedzą.
Zapalenie kratni może zacząć się niewinnie. Od chrypki na przykład. I niepostrzeżene zaatakować na przykład o drugiej w nocy. Tak, tak, z reguły w nocy dzieją się takie okropności.  Bez wcześniejszych większych objawów albo może być to wynikiem kataru. Wydzielina z nosa spływa do gardła podrażniając struny głosowe. Jak u nas. Dlatego ważne jest by dzieciorkom dokładnie oczyszczać nosek, zwłaszcza przed snem. (O naszej walce z  katarem pojawi się oddzielny wpis, bo to rzecz która niejednemu rodzicowi potrafi spędzić sen z powiek).

Gdy dziecko zaczyna szczekać (jak usłyszycie ten rodzaj kaszlu od razu będziecie wiedzieli o co chodzi), charczeć, z trudem łapać powietrze od razu trzeba otworzyć okna na ościerz. Zimne powietrze obkurczy podpuchniętą krtań i pozwoli dziecku złapać oddech. To ważne!! Jeśli się nie poprawia pakujcie dziecko do auta i szybko pojedźcie do szpitala! Często a w zasadzie prawie zawsze, trzeba podać zastrzyk rozkurczowy który szybko poradzi sobie z dławiącą maluchy opuchlizną. Gdy sytuacja wygląda źle, nie bójcie się wezwać karetki. Weźcie ze sobą niezbędne rzeczy (pieluszki, chusteczki, ubranka na zmianę, bo czasem zdarzają się wymioty) i coś do PICIA. To moje spostrzeżenie. Moim pociechom zawsze OGROMNIE chciało się pić.
Lekarz w SORze poradzi Wam co dalej. Laryngolog w końcu wie jak sobie radzić z takimi przypadkami. Dla mnie nowościa były inhalacje ze zwykłej wody (z nebulizatora) gdyż sól fizjologiczna wysusza błonę. Tego nie wiedziałam.
Dobrze jest dokładnie wypytać jak należy postąpić gdy taki atak sie powtórzy i jakie leki w jakich dawkach podać, żeby dzieciątku pomóc (na przykład diphergan, pulmicort). Zapalenia krtani lubią nawrać, chociaż to nie reguła. U Jasia mieliśmy jednorazową przygodę (na jego całe 7 lat) u Haniulki już dwa razy - z interwencją pogotowia, raz pokonaliśmy krtań sami :) Jesteśmy zaopatrzeni w leki. Wskazówki. i w nadzieję, że ten raz, byl naszym ostatnim razem :)

sobota, 21 września 2013

Pulpeciki w sosie pomidorowym z mozzarelką :)

Lubię takie dania które świetnie smakują przygotowane na świeżo. No, ale dużo wygodniej jest upichcić coś wcześniej a potem tylko podgrzać. Grunt, żeby smakowało równie dobrze :) Albo nawet i lepiej :) I tak się akurat złożyło, że w lodówce zalegał mi całkiem spory zapas pomidorków koktajlowych ( u moich rodziców na działce rosną jak szalone). Mozzarelka też gdzieś tam czekała na obsadzenie w głównej roli :) A w zamrażarce zawsze mam zapas kurzych cycków ;) Więc w ruch poszły rondelki i łychy :) i tak oto powstało to pyszne danie :)



Sos pomidorowy:
- dobry kilogram pomidorków koktajlowych
- dwie cebulki
- trzy ząbki czosnku
- po łyżeczce bazylii, oregano i majeranku
- pół łyżeczki cukru
- sól i pieprz do smaku (u nas umiarkowanie bo mamy roczniaka do spóły)
- oliwa do smażenia

- mozarella

Posiekane cebulki i czosnek podsmażyłam na oliwie, po chwili dodałam obrane i przekrojone (chociaż to drugie raczej nie było konieczne) pomidorki koktajlowe. Podusiłam przez 10 minut, na koniec przyprawiłam ziołami, solą, pieprzem  i cukrem :)

Pulpeciki:
- 3 połówki piersi z kurczaka wraz z polędwiczkami (zmielone)
- jajko
- dwie łyżki keczupu
- dwie łyżki gęstej śmietanki
- dwie łyżki posiekanej natki pietruszki,
- bułka tarta ( tyle, aby masa zrobiła się na tyle gęsta by swobodnie ukulać pulpet
- sól pieprz do smaku



Mięso zmielić (mi wyszło niecałe pół kilograma), wymieszać z keczupem, śmietaną, natką pietruchy, jajem. dodać tyle bułki tartej, żeby masa była w miarę gęsta - na oko ze 3 łyżki. Ukulac pulpeciki, usmażyć na złoto.

I teraz nasze pyszne danie  możemy podać od razu - czyli zalać pulpety sosem posypać mozzarellką. Chwilkę podgrzać i serwować :)  (Najlepiej z makaronem lub bagietką jak ktoś woli)
PYCHA :)

Albooooo, jeśli przygotowujemy danie na następny dzień, można pulpety ułożyć  w naczyniu żaroodpornym, zalać sosem  również posypać mozzarellą :) Nazajutrz wystarczy piec około 20-30 minut. Znaczy się po prostu podgrzać :)






W zasadzie to taka wariacja na temat spagetti w sosie bolońskim :)

Smacznego ;)

P.S. Uwielbiam spieczony serek na wierzchu :)

piątek, 20 września 2013

Wrzesień :)

Nowy rok szkolny ruszył u nas pełną parą :) Dopiero co szliśmy pierwszego września powitać szkołę w szeregach pierwszaków a tutaj już jesteśmy niemalże starymi wyjadaczami :) to znaczy Jaś jest :)
Ku naszej uciesze szkoła nadal fascynuje pierworodnego :) Nie zraża go nawet ogrom pracy domowej (nie podejrzewałam,  że pierwszakowi można aż tyle zadać). Troszkę męczy go poranne wstawanie :) czyli normalka :) ale w końcu dzielnie ucieka z objęć morfeusza :) i nawet łóżko rano ścieli ;)
Sportowo też się udziela i w końcu kimono, które przeleżało kwartał w szafie może rozprostować fałdy :) z Jankiem w środku :)
Ze sportów Mlody jeszcze trenuje sztafetę :) katar który przyniósł ze szkoły przekazał Hani :) a ona mnie :) katar u niemowlaka, nawet chodzącego, to i tak wielka tragedia. Na szczęście teraz jesteśmy zdrowi :) i możemy robic wyprawy na kasztany, grzyby i ryby :)

Podrawiamy gorąco :)

piątek, 30 sierpnia 2013

Eksperymenty :)

Co się stanie jak wylejemy mamy kawę na jej komputer??
Odetniemy mame od świata na milion lat!! Co najmniej (bo dni offline liczą się w latach świetlnych!!
Takie oto dylematy ma moje roczne dziecko :) A u niej od pomysłu do działania krótka droga ;) Na szczęscie komputer zreanimowany, odsączony, wysuszony. Fartem fusy zostały w kubku ;) A mamusia ma nauczkę: Kawę pijemy w kuchni, zdala od zdobyczy XXI wieku :)

piątek, 16 sierpnia 2013

Wyprawka pierwszaka - jak wybrać dobry tornister :)

Janek od września rusza na podbój :) Będzie zdobywcą, odkrywcą i podróznikiem. Tak, tak, bo zdobywanie wiedzy to ogromna przygoda i Jaś o tym doskonale wie. Już z niecierpliwościa odlicza dni do września. I cieszy mnie ogromnie jego zapał i entuzjazm.  I wierzę, że nie ustanie on wraz z pierwszym dzwonkiem. Czeka go niesamowite wyzwanie ale nas rodziców też. Musimy skompletować mu wyprawkę. Rozsądnie i z głową... Nie chemy przecież by przytłoczył go ciężar bycia uczniem. A oto nie trudno. Zwłaszcza gdy małe i niezaprawione w boju plecy, kręgosłup muszą udźwignąć brzemię edukacji ;)
Stojąc przed wyborem tornister vs plecak wybraliśmy pierwszą opcję. A na co zwracałam uwagę?

Usztywniane plecy, coby pierwszak nie garbił sie za bardzo, pod natłokiem książek. Dodatkowo zależało mi na dobrze wyprofilowanym tyle i wybrzuszeniem w części krzyżowej.



Szerokie ramiona - nie będą wpijały się w plecy, regulowane i rozstawione (jest między nimi odległość która lepiej wpływa na rozłożenie cięzaru.

Chciałam  jedną komorę główną z przegrudkami. Dzięki temu nie trzeba zapinać i odpinac kieszonek, żeby wyjąć wszystkie niezbędne szkolne przybory, książki i zeszyty. Przegrodzona komora główna pozwoli utrzymać porządek (względny :P) i ład pakowanych rzeczy. Przydadzą się również boczne kieszonki - na kanapki tudzież picie i inne niezbędne dodatki.



Fajnym patentem jest miejsce na przykład  w klapie tornistra na dane ucznia lub telefon kontaktowy - tak na wszelki wypadek.

No i dno czyli spód tornistra. Musi być grube i stabilne. Nóżki to rzecz rzadko spotykana aczkolwiek dzięki temu plecak  nie będzie zbierał kurzu i paprochów. Nawet jeśli gdzieś trafi się troche wilgoci, uchronią one przed zamoknięciem.

Warto też pamiętac o odblaskach. Z każdej strony!  Zimą szybko robi się ciemno i ranek też przychodzi z oporem.  A dziecko widoczne na drodze to przecież większe bezpieczeństwo!!
 


Teraz czas na coś co zaprząta głowę nam, rodzicom. Cena!!Osobiście z wielką dozą nieufności spoglądam na coś, co kosztuje tyle co nic. W końcu wyprodukowanie porządnej rzeczy musi generować jakieś koszty. No i nie chciałabym aby w pewnym momencie czekała nas przykra niespodzianka - czyli wymiana na nowy, bo szwy puściły a materiał sie podarł. Przeznaczyliśmy plus minus 300 plnów na ten zakup. Niby nie mało ale jestem przekonana, że model wybrany przez nas będzie służył do końca nauczania początkowego.Albo i dlużej

Jeśli dodatkowo plecak będzie miał fajny wygląd na przygład motyw piracki - znaczy to, że trafiliśmy na model idealny :D



To w nim zakochałam się ja :) I on jest przedmiotem porządania mojego syna :)
Udało mi się kupic go na allegro w super księgarni. Ceny mają przystępne i nam udalo się tarfić w moment gdy zakupy dotarły do nas w 24h. Teraz widzę, że czas przesyłki się wydłużył. Mimo to zachęcam wszystkich rodziców którzy chca zaoszczędzić parę groszy do zapoznania się z ofertą. Pierwszaka (i nie tylko) można całkowicie wyposażyć do szkoły :)
Na sam koniec chciałam tylko zaznaczyć, że artukuł ten nie jest w żaden sposób sponsorowany. Trafiłam na fajną frmę, która profesjonalnie podeczła do transakcji. Paczka była super zabezpieczona a książki dotarły w rewelacyjnym stanie (na co zwracam baczną uwagę a co pomija większa część tego typy przedsiębiorców). A rzetelnych sprzedających warto polecać :D


piątek, 9 sierpnia 2013

Cukinia faszerowana :) - prosta i pyszna

Zgłodniałam!! :) No tak, jakby nie było ostatnia fala upałów obżarstwu nie sprzyjała ;) (i bardzo dobrze) ale dzisiaj włączenie piekarnika nie było już równoznaczne z ugotowaniem się na twardo :) Wobec tego postanowiłam szybciorem coś upiec.

Postawiłam jednak na rzecz dietetyczną. No prawie ;) czyli faszerowaną cukinię. Robi się ją błyskawicznie i jest pyyyycha :) I dodatkowy plus: z reguły wszystkie składniki są pod ręką.

Dla wykarmienia dwóch dorosłych osób i jednej trzeciej (mówię o Hani) wystarczyła jedna większa sztuka, przecięta i wydrążona (łyżeczka od herbaty nadaje się idealnie do usuwania pestek).
Najsampierw oczywiście włączyłam piekarnik - na 190 stopni. Niech się grzeje, a co ;)

Dwie połówki włożyłam do naczynia żaroodpornego wyłożonego papierem do pieczenia.

Do nadziania użyłam
  • jajka  jednego,
  • kilku plasterków szynki (która akurat była w lodówce), pokrojone w kostkę
  • dwóch czerwonych cebul, w miarę drobno posiekanych, 
  • i startego na małych oczkach żółtego sera (na oko 100g) 
  • czosnek - dla przeciętnego ludzia wystarczy ząbek, ja dodałam 3 bo my czosnkożercy jesteśmy :) 
  • pieprzu, soli nie dodawałam (z racji tego, że kupne wędliny są nią przesycone)

To wszystko wymieszałam w misce i wyłożyłam na cukinie. Posypałam ziołami prowansalskimi. Już wtedy pachniało obłędnie :)




Następnie z papieru zrobiłam paczuszkę. Czyli końce razem zwinęłam i spięłam :) Nie uwierzycie czym :P Zszywaczem biurowym. Potrzeba matka wynalazku :P Tak mówią w każdym bądź razie.



I właśnie w tym momencie piekarnik zapikał :) Wobec tego naczynie z cukinią w papilocie wrzuciłam na minut 15 ale przetrzymałam o 5 minut więcej.

Teraz pozostało samo najlepsze czyli rozpakowanie prezentu :)Powiadam wam-  już para buchająca z rozciętego papieru pachniała niesamowicie :D



A cukinia?? Cukinia wyszła pyyyyycha :) Haninka (nasza nieoceniona testerka - smakoszka) zjadła całą swoją porcję. Czyli tyle co ja :P Wobec tego serdecznie zachęcam do spróbowania tego dania :) Proste i smakowite :)



Smacznego!!
P.S. Zszywki nieśmiało pukają z ostatniego zdjęcia "Halo, zauważcie nas, jesteśmy idealnymi kandydatami do jakiejś głownej roli w hicie kinowym" :D

czwartek, 8 sierpnia 2013

Się pomaga - wyścig z rakiem

Filipek jest rówieśnikiem mojego Synolka... Roześmianego psotnika którego wszędzie jest pełno... czyli standard jak na siedmolatka przystało :)
A jednak... Filip zamiast biegać, psocić,  zdzierać kolana ściga się... Jest to wyścig po zdrowie, po ŻYCIE!! Walczy ze straszna odmianą raka. Rodzice muszą zebrać morze pieniędzy a zegar bezlitośnie odmierza czas...
Dlatego jeśli możecie przekazać choć niewielką kwotę dla tego Chłopca, zróbcie to, proszę... bo tutaj naprawdę liczy się KAŻDA złotówka...

Klikając w zdjęcie przeniesiecie się na stronę, gdzie można złożyć darowiznę.




FILIPKU!! Wierzę z całegos erducha, że do mety dobiegniesz pierwszy!! :)

czwartek, 1 sierpnia 2013

Roczek!! :) czyli latka lecą :D

Krok za kroczkiem i jesteśmy już za roczkiem :)

TAK!! Cór moja właśnie (a dokładnie cały tydzień temu)  przekroczyła pierwszą poważną, jedyną i niepowtarzalną rocznicę :) Wydarzenie wielkiego to formatu...

ROCZEK :) 


Solenizantka przeczuwając, że dzień ten nie należy do zwyczajnych, intuicyjne przejęła pałeczkę przy witaniu gości, wybiegając im na przeciw ze swoim słodkim "ceść" :)
Jak na prawdziwą gospodynie przystało zabawiała zgromadzonych rozmową, dość żywą, odpowiednio intonowaną, pełną emocji i wykrzykników :) Z ust młodej damy płynęło słowo za słowem, zdanie za zdaniem... serca nasze radując tymże niczym nieposkromionym dźwięcznym potokiem... Zaskakując, że tak Młoda Dama potrafi tak pięknie wyrazić to o czym myśli... I nikt, asbolutnie nikt, taktownie, nie wspomniał, że język chiński jest dla nas zdziebko niezrozumiały. W końcu to detal :D


No tak, my tu gadu - gadu a tort na stole czeka :) Ze świeczką. A tu i życzenie trzeba pomyśleć :D i podjeść zanim mama go oficjalnie rozkroi... No i załapać czemu wszyscy namawiaja Niunię do chuchania  skoro ona tak ładnie wygląda z tym czymś mrugającym :)




A wiecie, że mamy w Polsce Nowy Jadalny Gatunek Motyla?? O tak :) Szanowny Tatuś upolował :) I przyniósł w wielkim pudle. Ciekawe gdzie sa takie siatki na motyle ;) I kwiatki, które te eteryczne niemalże stworzenia są w stane udźwignąć :)



No dobra, degustację na dziś pora zakończyć, przeciez to w biodra pójdzie!! :)




Lecę przetestować nowe zabawki :)




No to znikam :) PA PA :)



wtorek, 16 lipca 2013

Wszystko Kwitnie :)

No, tak, wszystko wkólo kwitnie, owocuje, daje plony :) U nas jest dokładnie tak samo :)
O!! Takie kwiatki rosna mi w łapkach :)

 http://artillo.pl/product/naszyjnik-kraina-miedzi-,79573.html







 http://artillo.pl/product/naszyjnik-,79581.html




















http://artillo.pl/product/naszyjnik-z-masy-perlowej-morska-bryza,79574.html

czwartek, 20 czerwca 2013

Myjemy ząbki czyli pierwsza szczoteczka :)


Szczotka, pasta, kubek, zimna woda :) no dobrze, może nie wszystko na raz, bo póki co tylko szczotka :) ale w myśl zasady: "czym skorupka za młodu..." nabyliśmy
(już jakiś czas temu) Pierwszą Profesjonalną Szczoteczkę do Zębów :) coby dziecko nasze najmłosze mogło się z nią oswoić :)
Póki co narzędzie owe jest ciumkane, gryzione, ssane :) I bardzo dobrze, bo chcemy przecież wyrobić sam nawyk używania szczoteczki, pokazać, że mycie ząbków to nie tylko obowiązek ale i zabawa :) a że mała Księżniczka chce robić wszystko tak jak brat starszy, czy też mama lub tata, radzi bardzo jesteśmy, że dwa razy dziennie Hania dzielnie szczoteczką niby szpadą wymachuje :)

Tak więc kształtując nawyki, ucząc się i bawiąc dbamy o cale 7 Haniulkowych ząbków :)

wtorek, 4 czerwca 2013

Dzień Dziecka :)

Kocham moje dzieciaczki nad życie :) I mam nadzieję, że każdy ich dzień będzie wypełniony morzem miłości, radości  i zabawy :) że w sposób mądry i radosny będą poznawały świat, że ludzie będą zwsze dla nich życzliwi, że zawsze znajdziemy czas na przytulaka i buziaka i rozmowę :) i zabawę. Że przeżyją mnóstwo przygód, wespna się na milion drzew i że nawet czasem kolana zedrą przy tej swietnej zabawie :) Że wskoczą w milion kałuż :) Że będą po prostu cieszyć się życiem :)




środa, 29 maja 2013

Kolorowo :)

Mamy w końcu ciepłą wodę :) Jupi!!! :) Już wybaczam to, że tyle musiałam na nią czekać :) Jest!!
Ile szczęścia może dać dostęp do, tak niby oczywistej, rzeczy :)

Z tej radości całej udało  mi się nawet złapać za aparat i obfocić rzeczy które leżały i czekały cierpliwie na debiut internetowy :) Zrobione przy okazji innego zamówienia :) Bo jak już siadam do dłubaniny to ilości hurtowe same się jakoś tak robią. Nie ma zdjęcia naszyjnika z masy perłowej na posrebrzanym łańcuszku :) bo poszły od razu do mamusi mojej na dzień mamy.

Fotkii robiłam zwykłym aparatem małpką :) Fajnie wyszły, prawda?? :)

Korale Tęczowy Kot :) Podobają mi się chyba nawet bardziej niż Eris :D





http://artillo.pl/product/korale-teczowy-kot,74378.html tutaj można je obejrzeć


Kolejna Owocowa Uczta - http://artillo.pl/product/korale-owocowa-uczta,65070.html
Marynarskie :) http://artillo.pl/product/korale-marynarskie,74377.html

i Nyks :)http://artillo.pl/product/korale-nyks-,74387.html

:) I co Wy na to??

wtorek, 28 maja 2013

Dzień z Mamą :)

Mamo, co byłoby najlepszym prezentem dla Ciebie na dzień mamy??
- Ty, Synku :)

Bo czego chcieć więcej?? Żeby serce się cieszyło wystarczy uśmiech, dotyk dłoni :) Buziak :) i bukiet polnych kwiatów :) Najpiękniejszy ze wszystkich które do tej pory dostałam (tak, tak Mężu ;) ) bo zerwane tymi łapkami.. z taaaakim poświęceniem i jeszcze większą pasją :)



Plusem zimy trwającej prawie do lata, są konwalie pod koniec maja :) Cudnie pachną :)




A jako specjalny bonus dla Mamusi w ten cudowny, wyjątkowy i niepowtarzalny dzień: sesja z żelazkiem :) haha :)

Ale jak to się stało, że posta mi nie opublikowało wtedy kiedy powinno - nie mam pojęcia :) Więc nadrabiam teraz :)

Wielkie Gotowanie



Od tygodnia, wieczorami, nie robię w zasadzie nic poza doglądaniem garów!! Dzień w dzień!! Gotuję!! Na trzy tury co najmniej! A tak na prawdę to na trzy i pół!!  dzielnie znoszę te niewygody,  to, że ciągle mało... Więc latam z tymi garami tam i z powrotem , ćwicząc cierpliwość i mięśnie. Hartując umysł i ciało!! I przez dni ostatnich siedem żyłam nadzieją, że na szczęście dzsiaj skończą się te męczarnie. Koniec z gotowaniem, doglądaniem, przestawianiem, hartowaniem!! 6 rano to godzina zero!! Hurrraaaaa!! I co?? I jajo!! ;) (że się tak kolokwialnie wyrażę)

Bo DRANIE z ciepłownictwa karteczkę mi tu wstawiają, że jednak ciepłej wody nie będzie do jutra!!
Ludzie!! Tosz to koniec świata!! Muszę przecież wygrzać swe kości stare prawie!!

czwartek, 16 maja 2013

Szalona :)

Leci sobie ten czas, leci, gna do przodu i wcale nie pyta się czy zaczekać, spowolnić... O, nie!! Raczej gazu dodaje, i nawet na czerwonym świetle nie staje... STOP!! Pomyślałam sobie... bo ile można... Wiosna jest, wszystko budzi sie do życia, dzieci rosną, szybko, za szybko... a tutaj tylko praca, dom, obowiązki... chwile na przyjemności, wspólne spacery, sesje z gra planszową wyrwane, wyszarpnięte wręcz na siłę... Chwilunia na poczytanie Synolowi przed snem... no mało troszkę... Spacer gdzieś tam pomiędzy jednym a drugim obowiązkiem... Obiad na szybko... I jakoś tak mało czasu na celebrację chwil spędzonych razem....
No ale zaraz, jak coś nie działa to trzeba to zmienić...A jak się już powiedziało A to to z B nie należy za długo czekać :) I słyszę już głosy które krzyczą w głowie, w słuchawce, w oczy cztery:  Oszalałaś?? W dzisiejszych czasach?? Takie rzeczy??

A ja NIE SŁUCHAM tych głosów :)  cieszę się jak szalona!!  I tak OSZALAŁAM :)  ze SZCZĘŚCIA oszalałam :)