Zapatrzono się razy:

czwartek, 26 września 2013

Ijo ijo iijoooo - czyli zapalenie krtani

Zasiedliśmy z Mężonem wieczorową (dosyć późną porą) przed telewizorem, rozkoszując się ciszą i spokojem. Ten, kto ma dzieci, wie, że taki stan cieszy podwójnie a nawet i podrójnie, rzekłabym ;)
I nagle sielankę ową przerywa CHARCZENIE.
- Które to?? wyrywa się Mężonowi.
- Hanka!! Krzyczymy zgodnie.
Już w progu sypialni postawiłam diagnozę: KRTAŃ, słysząc dzwięki jakie Niunia wydawała.
Charczenie, szczekanie, ściśnięte gardło i trudności  w złapaniu oddechu (A mówił dziadek: Zostań lekarzem ;) widocznie on pierwszy zauważył talent mój). Dalej poszło już utartym schematem. Czapa na głowę, opatulenie kołdrą, otwarte okno, diphergan.. Pomogło. Na tyle, że pogotowie, które przyjechało zabrało nas w miarę spokojnie do szpitala. A droga do niego była niesamowita ;) Takie coś migało i mrugało na górze. Ale to nic! Wyło toto przeciągle a karoca mknęła szybko, jak na bal kopciuszka. Tylko ratownicy uparli się na nebulizacje z adrenaliny. Ale Hanka miała to gdzieś!! Nikt nie będzie zmuszął mojej córki do zrobienia czegoś, czego ona nie chce!! (No chyba, że mama, podstępem ;) ) Tak więc trafiłyśmy prawie na bal. Tłoczno było na Spornej jak zwykle o tej porze. No ale to przecież impreza w końcu. Tylko czemu zamiast przekąsek zaserwowano Młodej zastrzyk w pupę to ja nie wiem. Ona tym bardziej. A tak w ogóle to skandal, bo zamiast księcia z bajki dostałyśmy gąsiorka!! I to jeszcze w karetce!! Nie tak się umawiałyśmy ;)
 Na szczęście łóżek na oddziale brak, a, że u nas krtań to nie pierwszyzna, więc po odebraniu instrukcji co dalej i z czym to wszystko, wróciłyśmy do domu. Tatuś przyjechał. Z Jasiem! A co, niech chłopak też sobie troszkę poimprezuje ;)
Do domu też wracaliśmy na sygnale. Hania sobie włączyła. Swoje ijo ijo iiiijooo :)

Ufff :) Dzisiaj Haniulka śpi spokojnie. Widać nie ma zamiaru powtarzać wyczynu z wczoraj, skoro prawdziwych królewiczów już nie ma. Przynajmniej na SORze ;)

Ale tak na serio to zapalenie krtani jest niezwykle niebezpieczną chorobą. U dzieci do lat pięciu. A dlaczego?? Bo odcinek gardło-oskrzela jest króciutki. Niewielka (relatywnie) opuchlizna może spowodować poważne problemy z oddychaniem łącznie z duszeniem się. I chociażby dlatego warto wiedzieć co zrobić. Bo dokładnie pamiętam naszą panikę, gdy Janek obudził się o drugej w nocy. Z poważnym problemem przy złapaniu powietrza. I te jego łzy w oczach i głosik : mamusiu dlaczego? A ja nie wiedziałam ani dlaczego ani co robić.
Teraz wiem, więc się dzielę wiedzą.
Zapalenie kratni może zacząć się niewinnie. Od chrypki na przykład. I niepostrzeżene zaatakować na przykład o drugiej w nocy. Tak, tak, z reguły w nocy dzieją się takie okropności.  Bez wcześniejszych większych objawów albo może być to wynikiem kataru. Wydzielina z nosa spływa do gardła podrażniając struny głosowe. Jak u nas. Dlatego ważne jest by dzieciorkom dokładnie oczyszczać nosek, zwłaszcza przed snem. (O naszej walce z  katarem pojawi się oddzielny wpis, bo to rzecz która niejednemu rodzicowi potrafi spędzić sen z powiek).

Gdy dziecko zaczyna szczekać (jak usłyszycie ten rodzaj kaszlu od razu będziecie wiedzieli o co chodzi), charczeć, z trudem łapać powietrze od razu trzeba otworzyć okna na ościerz. Zimne powietrze obkurczy podpuchniętą krtań i pozwoli dziecku złapać oddech. To ważne!! Jeśli się nie poprawia pakujcie dziecko do auta i szybko pojedźcie do szpitala! Często a w zasadzie prawie zawsze, trzeba podać zastrzyk rozkurczowy który szybko poradzi sobie z dławiącą maluchy opuchlizną. Gdy sytuacja wygląda źle, nie bójcie się wezwać karetki. Weźcie ze sobą niezbędne rzeczy (pieluszki, chusteczki, ubranka na zmianę, bo czasem zdarzają się wymioty) i coś do PICIA. To moje spostrzeżenie. Moim pociechom zawsze OGROMNIE chciało się pić.
Lekarz w SORze poradzi Wam co dalej. Laryngolog w końcu wie jak sobie radzić z takimi przypadkami. Dla mnie nowościa były inhalacje ze zwykłej wody (z nebulizatora) gdyż sól fizjologiczna wysusza błonę. Tego nie wiedziałam.
Dobrze jest dokładnie wypytać jak należy postąpić gdy taki atak sie powtórzy i jakie leki w jakich dawkach podać, żeby dzieciątku pomóc (na przykład diphergan, pulmicort). Zapalenia krtani lubią nawrać, chociaż to nie reguła. U Jasia mieliśmy jednorazową przygodę (na jego całe 7 lat) u Haniulki już dwa razy - z interwencją pogotowia, raz pokonaliśmy krtań sami :) Jesteśmy zaopatrzeni w leki. Wskazówki. i w nadzieję, że ten raz, byl naszym ostatnim razem :)

sobota, 21 września 2013

Pulpeciki w sosie pomidorowym z mozzarelką :)

Lubię takie dania które świetnie smakują przygotowane na świeżo. No, ale dużo wygodniej jest upichcić coś wcześniej a potem tylko podgrzać. Grunt, żeby smakowało równie dobrze :) Albo nawet i lepiej :) I tak się akurat złożyło, że w lodówce zalegał mi całkiem spory zapas pomidorków koktajlowych ( u moich rodziców na działce rosną jak szalone). Mozzarelka też gdzieś tam czekała na obsadzenie w głównej roli :) A w zamrażarce zawsze mam zapas kurzych cycków ;) Więc w ruch poszły rondelki i łychy :) i tak oto powstało to pyszne danie :)



Sos pomidorowy:
- dobry kilogram pomidorków koktajlowych
- dwie cebulki
- trzy ząbki czosnku
- po łyżeczce bazylii, oregano i majeranku
- pół łyżeczki cukru
- sól i pieprz do smaku (u nas umiarkowanie bo mamy roczniaka do spóły)
- oliwa do smażenia

- mozarella

Posiekane cebulki i czosnek podsmażyłam na oliwie, po chwili dodałam obrane i przekrojone (chociaż to drugie raczej nie było konieczne) pomidorki koktajlowe. Podusiłam przez 10 minut, na koniec przyprawiłam ziołami, solą, pieprzem  i cukrem :)

Pulpeciki:
- 3 połówki piersi z kurczaka wraz z polędwiczkami (zmielone)
- jajko
- dwie łyżki keczupu
- dwie łyżki gęstej śmietanki
- dwie łyżki posiekanej natki pietruszki,
- bułka tarta ( tyle, aby masa zrobiła się na tyle gęsta by swobodnie ukulać pulpet
- sól pieprz do smaku



Mięso zmielić (mi wyszło niecałe pół kilograma), wymieszać z keczupem, śmietaną, natką pietruchy, jajem. dodać tyle bułki tartej, żeby masa była w miarę gęsta - na oko ze 3 łyżki. Ukulac pulpeciki, usmażyć na złoto.

I teraz nasze pyszne danie  możemy podać od razu - czyli zalać pulpety sosem posypać mozzarellką. Chwilkę podgrzać i serwować :)  (Najlepiej z makaronem lub bagietką jak ktoś woli)
PYCHA :)

Albooooo, jeśli przygotowujemy danie na następny dzień, można pulpety ułożyć  w naczyniu żaroodpornym, zalać sosem  również posypać mozzarellą :) Nazajutrz wystarczy piec około 20-30 minut. Znaczy się po prostu podgrzać :)






W zasadzie to taka wariacja na temat spagetti w sosie bolońskim :)

Smacznego ;)

P.S. Uwielbiam spieczony serek na wierzchu :)

piątek, 20 września 2013

Wrzesień :)

Nowy rok szkolny ruszył u nas pełną parą :) Dopiero co szliśmy pierwszego września powitać szkołę w szeregach pierwszaków a tutaj już jesteśmy niemalże starymi wyjadaczami :) to znaczy Jaś jest :)
Ku naszej uciesze szkoła nadal fascynuje pierworodnego :) Nie zraża go nawet ogrom pracy domowej (nie podejrzewałam,  że pierwszakowi można aż tyle zadać). Troszkę męczy go poranne wstawanie :) czyli normalka :) ale w końcu dzielnie ucieka z objęć morfeusza :) i nawet łóżko rano ścieli ;)
Sportowo też się udziela i w końcu kimono, które przeleżało kwartał w szafie może rozprostować fałdy :) z Jankiem w środku :)
Ze sportów Mlody jeszcze trenuje sztafetę :) katar który przyniósł ze szkoły przekazał Hani :) a ona mnie :) katar u niemowlaka, nawet chodzącego, to i tak wielka tragedia. Na szczęście teraz jesteśmy zdrowi :) i możemy robic wyprawy na kasztany, grzyby i ryby :)

Podrawiamy gorąco :)