Zapatrzono się razy:

czwartek, 13 listopada 2014

TSO czyli Trudna Sztuka Oszczędzania


Zostałam stworzona do wielu wielkich rzeczy :) do tych mniejszych również ;) Poza tym, że mam kilka wad... no no rozpędziłam się. To nie wady, to wyzwania do pokonania, takie smoki czy też potwory, potworki małe i slodkie, do ujarzmienia.. ale, ale przecież tu nie o wymyślanie prawie nieistniejących problemów chodzi. Chwalić się mam :) Tak więc poza oczywistymi zaletami, mam takie dwie dodatkowe, zupełnie bonusowe, którymi się nie chwalę (samochwała w kącie stała -haha) i celuję w nich nieprzeciętnie. Tak, wiem Dzieci mam cudowne :) to duma ma ogromna (nimi też się będę chwalić :) za chwilkę, zapewne w poście kolejnym ). No, tak, ręke do kwiatów i innych roślin też mam :) ale to po dziadkach rolnikach, więc żadna moja zasługa. A jak nie wierzycie to zapraszam w sezonie letnim na mój zacieniony balkon na którym taaaakie uprawy są, że hej. Zresztą chętnych mogę obdzielić jeszcze papryczkami chilli. Krzaczki nadal owocują. W hurcie!! Na kilogramy!!

Znowu myśli pogalopowały... W dal...za zachodzącym słońcem... w oddali słychać szum fal... ciepły piasek miło grzeje stopy, mewy... ale zaraz o zaletach miało być...

A więc (serdecznie pozdrawiam moją polonistkę ;) ) potrafię w niebywały sposób, w zasadzie z prędkością światła, bez zbędnego wysiłu stowrzyć BAŁAGAN!! :)Tak mi jakoś samo wychodzi ;) To raz :) A dwa: świetnie wydaję pieniądze :) Też mi same  wychodzą. Z portfela ;) I tak sobie ostatnio powiedziałam: dość. DOŚĆ!! O ile poskromienie chaosu to boska sztuka, więc póki co pozwolęgo sobie kontemplować. Bo to wymaga głębszej analizy i wielopokoleniowego zaangażowania. Bo dzieciątka moje ten dar otrzymały po mnie;) ; tak to kwestii zapanowania nad wyciekiem gotówki na później zostawić nie mogę. Chcę być jak te fantastyczne Panie Domu, które nad wszystkim panują. Miałam dodać amerykańskie, ale przecież Polki, zwłaszcza nasze mamy i babcie sztukę tę opanowały bezbłędnie, więc nie dodałam :)

A jaki mam plan??
Jeszcze go nie mam ;) Najpierw muszę przeanalizować nasze wydatki. Co kupujemy, gdzie i za ile. I jakim systemem (system gospodarski możemy wykluczyć już na wstępie ;) ). Potem szybki bilans, gdzie są pułapki i dlaczego dajemy się w nie złapać. I zmieniamy to co zmienić się da :)
To nic, że zaczynam od połowy miesiąca :) Lepiej późno niż wcale ;) Zamiast kalkulatora, zeszytu i ołówka mam arkusz kalkulacyjny :)
Wpisane przychody, suma wydatków - wyjdzie mi bilans (oby dodatni a chociażby zerowy).
Co  ujęłam w wydatkach?? Kilka podstawowych kolumn: żywność, rachunki, komunikacja, chemia/kosmetyki, niezaplanowane, inne. Dodałam od siebie kolumnę szkoła, bo jestem ciekawa ile kosztuje nasza bezpłatna edukacja - szkoda, że nie liczę tych wydatków od września.
Myślę, że dobrze byłoby to później jeszcze rozbić na podgrupy, żeby ładnie widzieć co nas rujnuje bardziej a co mniej :) ale to kwestia do przemyślenia :) A misja na najbliższy czas: kolekcjonowanie paragonów :) i skrupulatne zapisywanie wydatków :) Jakiś czas temu prowadziliśmy takie zapiski ale porzuciliśmy tę praktykę. A szkoda, bo dość dobrze się sprawdzała.

Wiele fajnych pomysłów i rozwiązań na pewno funkcjonuje w życiu codziennym :) Jeśli macie jakąś taktykę, gotowy, wypracowany system :) podzielcie się :) Bo tak już całkiem na serio, sztukę gospodarowania finansami zawsze warto udoskonalać :)

Idę na wojnę z dziurami w portfelu!! :P

P.S. Post podyktowany troską o przyszłość naszą - za lat kilkadziesiąt czeka nas emerytalno-fnansowy survival ;)



wtorek, 7 października 2014

Mój Mąż to SuperMan czyli kubki ręcznie malowane :D

MÓJ SYN TO SUPERBOY!!!

MÓJ MĄŻ TO SUPERMAN!!!

Oczywiście wiedzą o tym doskonale ;)

I ja też o tym wiem, dlatego zmalowałam im takie oto kubki na Dzień Chłopaka :) 





TO  
 (gdzieś umknęła mi fotka z łącznikiem ;) )









:D Jak Wam się podoba taki pomysł na prezent?? :)

czwartek, 3 lipca 2014

Zakręcony jak muszla ślimaka



Zupełnie jak muszla ślimaka, miesiąc ostatni był zakręcony. Mamy nadzieję, że to co niefajne za nami a przyszłość zgotuje nam same pozytywnie zakręcone, letnie przygody :)

P.S.Takiej kompletnej tragedyji nie było, tylko za dużo, za szybko.

niedziela, 25 maja 2014

Róże na Dzień Mamy czyli zrobiłam sobie prezent :)

Leżała taka surowa, naga, zapomniana.... aż w końcu doczekała się nowego przyodzienia :) Motyw różany - mój ulubiony odkąd użyłam go po raz pierwszy ;) ze 3 lata temu :) delikatny. Idealny :)
Sama taca ma milion mankamentów - cena za późnonocne malowańce, kosztem of kors, i tak minimalnej ilości snu :) jednakowoż zakochałam się w niej i już!! :) No i moje pierwsze, dekupażowe dzieło, przeznaczone tylko dla mnie :) takie małe rozpieszczanie na Dzień Matki :)





niedziela, 4 maja 2014

Sok prosto z drzewa :) Anbol owoce Lutyni

Co prawda, sezon mało owocowo - przetworowy, ale trzeba sobie jakoś radzić :D 
Nie ma nic zdrowszego, niż sok prosto z drzewa :) prawda?? :D


Aleeeee :) jest miejsce w którym można nabyć przepyszne, zdrowe i ekologiczne soki w kilku rewelacyjnych smakach :)
A dlaczego warto chociaż spróbować tych soków?? Bo od początku do końca, od pąka kwiatowego aż do soku zamkniętego w kartonie, właściciele sadu dbają o to, by unikać tego, czego teraz jest wbród w żywności. Soki nie są wspomagane żadnymi ulepszaczami. Nie są dosładzane cukrem czy też, o zgrozo! syropem glukozowo-fruktozowym. Soki są tym, czym powinny być, czyli sokami owocowymi :) Smakują jak te babcine, z tą różnicą, że zamiast w słoiku, zamknięte są w wygodnym kartonie z kranikiem :)
PYCHA :)

Właściciele sadu w uprawę owocowych drzewek wkładają mnóstwo serca i pracy. Ze szkodnikami pomagają im walczyć ptaki a nie pestycydy. Sam sad położony jest z dala od dróg, więc wszelakie wyziewy samochodowe są im obce :)
Brzmi tak fajnie jak smakuje :)
I z całego serca życzę właścicielom sadu Anbol aby podbili cały kraj a nie tylko rynki lokalne :)

Aniu :) Ściskam Was gorąco :) a w szczególności Waszą najmłodszą pociechę :D

P.S. Ogromnie żałuję, że w szklance jest sok nie tak zdrowy bo z "ulepszaczami".




sobota, 3 maja 2014

Niedzielni kierowcy, cholera jasna!!!!

Oj, jeszcze emocje we mnie buzują... Najchętniej wysłałabym co poniektórych na kurs doszkalający albo i prawo jazdy zabrała!!! A tak!!
Jestem kierowcą, ale przede wszystkim matka i żoną. Priorytetem dla mnie jest dowiezienie w CAŁOŚCI do celu mojej rodziny. Ale co z tego, że jeżdże bezpiecznie, że trzymam się przepisów, nie szarżuję. UWAŻAM na innych!! Jak od czwartu na drogę wyjeżdżają same osobliwości które to skutecznie próbują wykończyć siebie i innych!! Mam do nich niesamowitego farta!! Że też w lotku tak mi się nie szczęści!! I już nawet nie chodzi o tych chojraków którzy przekraczają prędkość światła coby szybciej dojechać gdzieś tam. Jeżdżą niebezpiecznie ale znają swoje możliwości (żadne usprawiedliwienie)! Krew się we mnie burzy, gdy kierowca amator wyskakuje na mój pas niemalże przed maską, niby to wyprzedzając tych co jadą 60km/h samemu ledwie dobijając do 65km/h. Chcesz jechać 90km/h bo możesz, to poczekaj aż będziesz mógł wyprzedzić. Nie umiesz wyprzedzać?? Jedź karnie w szeregu!! Auto nie zabawka, a życie to nie gra!! Nie dostaniesz drugiej szansy! Ani ja!! Ani moje dzieci!! Mąż też nie jest niezniszczalny!!
AAAAAAAAAAAAA Aż mi się krzyczeć chce!! Ze wścieku!! I ze szczęścia, że jednak udało mi się wychamować, że kierowca za nami nie posiłkował się naszym bagażnikiem jako wsparciem przy hamowaniu. Że wszystko, bądź co bądź, dobrze się skończyło. Tym razem!!
W zeszłym roku, dokładnie w ten sam sbosób stracił życie znajomy Połówka mojego. Tragedia ogromna. Osierocił maleńkie dziecko! Zostawił żonę, bo sie jakiemuś palantuniowi wyprzedzać zachciało!!
Słowa nieparlamentarne cisną mi się na usta.
Ale ograniczę się tylko do jednego!
LUDZIE UWAŻAJCIE!! Nie jest wstydem nie chojraczyć na drodze! Wstydem jest, dać się głupio zabić!!
Zmykam utulić moje maleństwa i uspokoić skołatane serce!



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Obiad idealny :)

Jak każdy, mam kilka ulubionych dań :) Takich na których widok, a nawet i myśl, ślinka cieknie strumieniami :) Z reguły jednak moje kubki smakowe zostają spacyfikowane, przez natrętne i dość sprecyzowane oczekiwania potomków, którzy to, (niestety) mają odmienne preferencje od moich (panierowany schab, ryba, frytki/ziemniaki i kilka zup). Udało nam się niejako dojść do pewnego konsensusu i tak do naszego menu na stałe wpisała się pozycja dania smakowitego, prostego i doskonale wpasowującego się w biodra. HI HI ;)  Nic to, dla dobra ogółu jestem w stanie się poświęcić, zważywszy, że danie to dodatkowo z mojego punktu widzenia ma jeszcze jedną cechę obiadu idealnego: to ON czeka na mnie gotowy :) ciepły i aromatyczny, kiedy ja sobie robię w czasie jego powstawanie NIC :)
Jest dość prosty w przygotowaniu. Posiada jedną stałą, która jest  niezbędna. Mało, prawda?? :) no i dodatkowo kilka innych składników też się przyda...Natomiast niezbędne do zrobienia  tego obiadu jest posiadanie Mężona takiego jak mój :) który w chwil kilka potrafi wyczarować coś z niczego :) Uwielbiam :) A i Potomki oby dwa zjadają danie chętnie :)


A oto i obiad rzeczony: TADAM :)




niedziela, 20 kwietnia 2014

piątek, 4 kwietnia 2014

O nie!!

Mama do chorego Potomka:  " Musimy iść do lekarza, żeby przepisał Ci coś mocniejszego!"
Potomek: "O nie!! Alkoholu do ust nie wezmę!!"

Padłam :P

czwartek, 3 kwietnia 2014

Pisanki :) na kiermasz...

W zasadzie to juz było. Bo kiermasz świąteczny dla Madzi odbył się wczoraj. Madzia chodzi z Jasiem do klasy, mega utalentowana, wesoła i miła dziewczynka. I samodzielna. To warto podkreślić, bo Madzia urodziła się ze szczątkowymi paluszkami u rączek i z niewykształconymi stópkami. Radzi sobie niesamowicie :) Pięknie pisze   maluje :) tańczy break dance :)  jest takim małym żywym srebrem...

Nasz mały wkład w kiermasz: zrobiliśmy z Młodzieńcem takie cosik :) Janek wspierał mnie głównie werbalnie :)


Może nie wyszły idealnie :) ale praca niestety na ostatnia chwilę :/

piątek, 28 marca 2014

Zestaw Marynarski dla pani Jowity :)

:) Po burzy przychodzi słońce :) A jak :)Zakończyliśmy już, mam nadzieję, walkę z choróbskami. Odgoniliśmy Haninkowe zapalenie płuc  i Jaśkowe zapalenie oskrzeli :) Także można by rzec, że marzec mamy w pigułce... i luty częściowo też. Było minęło. Zapominamy :)

W końcu możemy odetchnąć pełną piersią :) i świeżym powietrzem :) Jupi :)

a mamusia w ramach odstresowania się znalazła nawet chwilke na zabawę z koralikami :) i wyszedł mi zestaw marynarski :)




P.S. Zestaw zrobiony na zamówenie ale jeśli się podoba :) polecam się ;)

wtorek, 4 marca 2014

Z nudów....

Nasionka zakupione w zeszłym roku krzyczały!! O tak!! Tak krzyczały, że aż je usłyszeliśmy. A że akurat gdzieś w kącie pomieszczenia gospodarczego leżała zapomniana paczka ziemi, udało się znaleźć doniczki do sadzonek i całkiem sporo entuzjazmu, więc postanowiliśmy przywołać wiosnę a tak naprawdę to troszkę poeksperymentować :)
I tak oto zasialiśmy
stewię,
trawę cytrynową,
pomidorki koktajlowe miniaturowe takie parapetowe i
paprykę kajeńską :) Nasionka pozyskane z własnej uprawy :D

Czy coś nam z tego wyrośnie?? :D Czekamy na efekty :) i plony obfite :)
Pomidorki już do nas krzyczą - będziemy smaczne i kolorowe :) na czerwono ;)


poniedziałek, 3 marca 2014

Najlepsze Faworki piecze się w domu :)

Co jak co ale jeśli chodzi o pączki  i tłusty czwartek z całą stanowczością stwierdzam, że dobry cukiernik upiecze je lepiej niż ja ;) Mam dwa,  nie trzy ulubione i sprawdzone miejsca gdzie można kupić te pyszności. I one na pewno będą pysznościami :) ALEEEEEEE jeśli chodzi o faworki: żaden masowy wyrób nie jest tak dobry jak domowy :) Ne tak kruchy, nie tak smaczny... no jakiś taki mało smaczny ;)
Od długiego czasu korzystam z jednego przepisu :) Swego czasu robiłam nawet więcej ciasta i mroziłam :) coby potem szybciutko upiec Młodemu małą porcję faworków. Bo UWIELBIA!! :)
A przepis na faworki można znaleźć tutaj: EFCIAKOWE FAWORKI








SMACZNEGO!! :D

P.S. Zdjęcie archiwalne ;) Nowa porcja upiecze się jutro :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Jak ozdobić świeczki w 30 minut!!

Planów na ozdoby Walentynkowe było wiele ale wiadomo, plany planami a życie toczy się po swojemu ;) Na szczęście udało mi się ozdobić świeczuchy. Rzecz robi się błyskawicznie.



A co potrzeba:
Kilka świeczek różnych wielkości
sznurek lniany - szpagat
trochę dżinsu
kartkę ze starej książki lub gazety

Bierzemy się do dzieła:
wycinamy serducha różnej wielkości. I z dżinsu i z kartki (miałam przygotowane do innego projektu). Kartki papieru były ze sobą sklejone. Największe serce ma wklejony pomiędzy kartki kawałek sznurka (ucho).

Świeczka nr 1


Przewlekamy sznurek przez serce z uchem. Owijamy świeczkę na wysokości 3/4 tak długo aż uznamy, że wygląda OK :) Dwa końce sznurka wiążemy ze sobą. Metoda dowolna ;)

Świeczka nr 2





Duże dżinsowe serce przykładamy do świeczki i owijamy dość niedbale sznurkiem około 10 razy. Końce sznurków wiążemy,

Świeczka nr 3

Owinęłam dół świeczki sznurkiem. Przykleiłam serduszka klejem :)

Świeczka nr 4


Po prostu przykleiłam duże dżinsowe serducho :)


Całość prezentowała się całkiem fajnie. Tylko przy zapalonych świeczkach co jakiś czas zerkałam czy przypadkiem ogień nie strawił ozdób :) Straży pożarnej na szczęście wzywać nie trzeba było :) Aczkolwiek stała czujność była zachowana ;)

sobota, 15 lutego 2014

Walentynki Last Minute

To nie jest zwyczajny dzień!! O nie!! Począwszy od tego, że poranek przesunął nam się o jakieś pół godziny... i to nie w tę stronę co powinien, poprzez bieganie po domu jak kot z pęcherzem, bo przecież piątek, ogaranąć 4 kąty trzeba, pościel zmienić, pranie wstawić jedna ręką, druga ręką wyciągnąć naczynia ze zmywarki, obiad prygotować i w ogóle mlion rzeczy zrobić!!! Nic dziwnego, że w tym pośpiechu rzeczy z rąk lecą. A dokładnie całe pudełko soli. Nie wiem czy to dobrze czy źle, że akurat gruboziarnista. Hance, w każdym bądź razie, się podobało!! Kryształko soli leżace to tu to tam, super zabawa przy sprzątaniu. W cały ten bałagan  wpadł kominiarz... No tak, to dzisiaj sprawdzanie szybów wentylacyjnych... No nic, grota solna na środku kuchni to też w sumie jakaś atrakcja. I za wstęp opłat nie pobieramy :) Na szczęście kontrola sprawnie poszła :) Trzeba by Wieliczkę z podłogi usunąć. Ale czy ja pisałam, że Hanka ma wrodzony talent do sprzątania?? :) Ona SAMA!! będzie obsługiwać szczotkę i szufelkę. A proszę bardzo!! Młoda ma zajęcie, na 5 minut zamiatając po swojemu, no to sobie chociaż oko zrobię ;)
Obiad w sumie dosolony ryba znaczy się ;) . Ryż ugotować trzeba jeszcze raz, bo w wersji bałtyckiej (znaczy się przesolony) jest niezjadliwy. Buraczki na szczęście w lodówce zimują. 
Czas odebrać Janka ze szkoły. To już?? W 15 minut się uwinęłyśmy. Z ubraniem. Ale łapki mi opadają. Pielucha pełna! Spokojnie :) zdążymy się przebrać. I ubrać w kurtkę... Powoli zaczynam się niecierpliwić... nie zdąrzę ze wszystkim.
W aucie. Droga prosta :) Na szczęście poszło szybko. Jasiol wypadł ze szkoły. Zebrał tonę gałęzi. Jesteśmy właśnie w trakcie poznawania zwyczajów ludzi w epoce kamienia łupanego. Młody ma na tym punkcie małego bzika. Łącznie z tym, że zaczyna obrabiać kamienie na narzędzia... Ale to inna historia. Gałęzie zapakowane. Czas na zakupy. Może uda mi się upichcic jakąś kolację?? Przy świec blasku usiądziemy z lampką wina :)
Dotarliśmy i do domu. Miśka podjadła poszła spać. Młody na balkonie kamienie łupie. Latam bo kolejne pranie sie wyprało, poprzednie wyschło a rybę trzeba usmażyć. Słyszę: maaaamoooooo!! To syn. Pełen energii pokazuje mi kawałek kamienia o ostrym brzegu i z dumą mówi. Zobacz zrobiłem Ci nóż!! :) Będziesz mogła nim kroić mięso. Ha ha :) No niech mu będzie. Niech mi jeszcze tylko mamuta upoluje to go poporcjuję i spakuję do zamrażarki :)

Nie mam świeczek!! Jak to?? Z romantycznego wieczoru nici. Coś tam jednak znalazłam. Ale mało to romantyczne. Nic to w 15 minut - no dobra w 30 ozdobiłam świeczuchy.






Myślę sobie, jak dobrze, że spakowałam Mężonowi  serce z wiśniami w czekoladzie, bo to chyba będzie jedyny miły akcent... Nie zdąrzę. Młoda się właśnie obudziła będzie jeść. SAMA!! Kurcze ryż na obiad... Pod stołem pole ryżowe. Nie wiem czy sprzątaliście kiedyś takie coś... wyzwanie całkiem spore. Ryż się klei, trudno go pozbierać. Na szczęście odkurzacz naszykowany... eee no miałam czuja, że się przyda i go nie schowałam ;) ...  Deser.... udało się go zrobić i podszykować skladniki na kolację. Cudem... Młody wyjątkowo grzeczny :) pewnie jeszcze pokaże różki. Hanka zaserwowała mi szybki przegląd garderoby. Ze 3 razy musiałam ją przebierać... 
Przez głowę przeleciała mi myśl, że nawet jeśli dotrwam do wieczora, to padnę jeszcze przed romantyczną kolacją :)
Mąż na szczęście wrócił z pracy. Zawsze lepiej we dwójkę walczyć. Rozkład sił prawie równy :) Niby 2 na 2 ale dzieciaki jakby więcej energii mają ;)
Po stu latach świetlnych (eeee to tylko 4 godziny były) udało się dzieciory wybawić, wytańczyć, nakarmić, umyć i położyć spać... Hanka oczywiście wyczuła powagę sytuacji i postanowiła nie usnąć za szybko... :) Kochana dziewczynka... będę to powtarzała jak mantrę ;)
Teraz trzeba posprzątać po sprzątaniu i w końcu można zacząć swiętować TEN dzień :)







A na kolację był grillowany ser na rukoli z pomidorkami koktajlowymi, ziarnami słonecznika, ogórkiem i grzankami :)

środa, 12 lutego 2014

Na szczupaka

Powszechnie wiadomo, że jak dziecko siedzi cicho to jest to nad wyraz podejrzane :) Chyba, że śpi ;) Idąc dalej tym torem zakładamy, że postukiwania, śpiewanie, granie na garnkach mogą pozornie uspokoić naszą i tak już nadwyrężoną wszelkimi niespodziewanymi przypadkami czujność. O tak, dobrze przeczytaliście :) POZORNIE!! Bo rzeczywistość jest zgoła odmienna. Gotując obiad dzisiejszy, zaglądam co jakiś czas do Małej Rozrabiary. Bawi się grzecznie :) Ha!! widać już wtedy miała plan. Już widze to kłębowisko myśli w jej małej główce: "widzisz mamusiu, jestem grzeczną dziewczynka, nie psocę, możesz spokojnie zabrać się za moje ulubione koteciki". Po takiej wzualizacji nie mogłam nie pójść i tych kotletów nie zrobić. Zwłaszcza, że zgodnie z panującą teorią hałasy dobiegające z pokoju pownny mnie uspokoić. Zatem wchodzę po 15 minutach, zadowolona, uśmiechnięta  w ogóle cała w skowronkach :) Widzicie to?? :D No to super, bo mina mi zrzedła w 3 sekundy. Dzieć mój płci żeńskiej, radośnie pląsa sobie w bajorku na środku salonu. Kojarzycie może potępioną przez telewzję Trwam woodstockową kałużę?? No.... mniej więcej takie  harce wyczyniała moja córa!! Mokrusieńka od stóp do głów podchodzi do mniie wskazuje na nożkę i mówi: "Mamusiu bucik" :) Nie lubi mieć mokro w butach ;)
A mnie się nasuwa taka myśl na podsumowanie: LATO pośpiesz się :)

Aha :) skąd się wzięła woda zapytacie. Haniulka sobie nakapała z bidonu. A te "uspokajające" hałasy to odgłos ślizgów między innymi  na szczupaka ;)

niedziela, 2 lutego 2014

Gulasz z łopatki i ciecierzycy :) Pysznie i zdrowo :)

No właśnie, pysznie :) Ten kto widział Hankę wcinającą dzisiejszy obiadek, ten nie powinien mieć wątpliwości :)  a wszycy inni niech wierzą mi na słowo :)






Ciecierzyca fajnie chrupie :) mięsko jest miękkie i pyszne :) no i fundujemy sobie  całkiem pokaźny zastrzyk składników odżywczych, bo ciecierzyca POTRAFI ;) A co?? No przekazać sporo :)
Białko przede wszystkim :) Ma go dużo, więc doskonale poradzi sobie w roli zamiennika.
Oferuje spory wachlarz witamin i mikro  oraz makroelementów
Nienasycone kwasy tłuszczowe to też plus :)

Dobrze wpływa na odporność, zwłaszcza przy nfekcjach górnych dróg oddechowy. Łagodz bóle głowy. poprawa stan skóry, włosów i paznokci oraz.... podobno działa jako afrodyzjak ;) W ogóle i dla starających się par i tych mamuś, które już są w ciąży ciecierzyca jest wskazana ze względu na sporą zawartość kwasu foliowego i żelaza.
Przy profilaktyce nowotworowej też działa na korzyść.

Jeśli chodzi o składniki, to, co miałam to dodałam ;)
- dobrze ponad kilogram łopatki
- prawie pół kilo suszonej ciecierzycy
- passata pomidorowa (700g) ale dobrze się sprawdzą pomidory w puszce :)
- 3 średnie cebule
- 4 ząbki czosnku
- sól, pieprz, około 2 łyżeczek suszonego oregano,
- dodałabym jeszcze strąk (albo i dwa) ostrej papryczki ale obiad miał być dla całej rodziny, więc rodzice przyprawili sobie w miseczkach suszonym piri piri
- natka pietruszki (dałam suszoną)
- masło - spora łyżka (lubimy smak masełka) albo  i ciut więcej.



Dzień wcześniej - a raczej noc - namoczyłam cieciorkę. Potrzebuje ona minimum 8 godzin.


Łopatkę pokroiłam w plastry a następnie w małą (na jeden gryziorek - bo przecież Hania ma trzonowce ale tylko 4) kosteczkę. Podsmażyłam na maśle. Partiami, bo mi się na patelnię calość nie zmieściła. Zdjęłam mięso z patelni. Posiekaną cebulę i czosnek zeszkliłam na tej samej patelni. Przełożyłam do garnka, razem z mięsem i passatą. Dodałam odsączoną ciecierzycę/ Posoliłam, doprawiłam pieprzem i zrobiłam urzytek z oregano. Można dodać teraz ostrą papryczkę chyba, że jedzą z Wami dzieci ). Pyrtoliło się to na małym ogniu przez jakieś półtorej godzinki, Na sam koniec jeszcze raz doprowiłam solą i pieprzem, do smaku i wrzuciłam pietruszkę.

Podawałam z kluskami świderkami.




Z podanych składników wyjedzie 8 całkiem solidnych porcji.
Smakowało pysznie. 3/4 rodziny się zajadało. Tylko Kocurek się wyłamał. "Mamo, ja zjem mięsko ale orzeszki zostawię". Ale to i tak duży sukces, bo Kocurek zjada najchętniej kurczaka i ostatecznie smażoną rybę.  A cieciorka faktycznie  ma orzechowy posmak :) Kolejny plus na jej korzyść :)



czwartek, 23 stycznia 2014

Po prostu :) dla Babci i Dziadka :)

Życzymy wszystkim Babciom i Dziadkom (a w szczególności tym naszym :) ) aby każdy ich dzień był tak radosny i szczęśliwy jak nasze Kocurki gdy przygotowywały dla nich niespodzianki :) Oczywiście życzymy jeszcze dużo zdrówka  siły abyście mogli wygłupiać się z Kocurkami, otaczać je troską i miłością jak najdłużej :)



piątek, 17 stycznia 2014

Zapiekanka z mięsa mielonego na cieście francuskim

Znalazłam w jakimś starym egzemplarzu  Soli i Pieprzu przepis na takie cudo :) Ojjjjj apetycznie wyglądało na zdjęciu :)  Przecudnie pachniało przy przygotowaniu :) i super smakowało :) Idealne danie na teraz. W końcu pora typowo zapiekankowa. Zimno, buro i mokro... Czekamy z niecierpliwością na opady białego puchu :) I szukamy kolejnych perełek ze starych gazet.

Wracając do zapiekanki następnym razem zrobimy ją na spodzie z kruchego ciasta :) 
 a póki co dzielę się przepisem w wersji oryginalnej.



 


Składniki 
1 cebula
1 ząbek czosnku (u nas raczej conajmniej o 3 więcej ;) )
150g oliwek nadziewanych papryką
1 pęczek natki pietruszki
50g boczku
100g sera żółtego
łyżka oliwy 
400g mięsa mielonego (daliśmy około 600g)
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
1/4 łyżeczki startej skórki z cytryny 
sól, pieprz,
1/4 łyżeczki tymanku
gałka muszkatałowa
3 jaja
1 czubata łyżka mąki
125ml mleka
1 opakowanie ciasta francuskiego


Co robimy dalej?

Cebulę i czosnek siekamy, obrane oczywiście ;) Odsączone oliwki kroimy w plasterki - raczej cienkie. Natkę pietruszki myjemy, i drobno siekamy listeczki.
Boczek kroimy w cienkie plastry (w szerz, żeby miały w miarę małe wymiary). Ser ścieramy na dużych oczkach.

Na patelni rozgrzewamy oliwę wrzucamy czosnek  cebulę, żeby je zeszklić. Dodajemy mięso mielone. Smażymy, mieszając. Teraz dodajemy resztę to znaczy koncentrat pomidorowy, skórkę z cytryny, natkę, tymianek, boczek, oliwki. Doprawiamy solą i pieprzem i odrobiną startej gałki muszkatałowej*. Masa niech teraz przestygnie. Jajka mieszamy z serem, mlekiem i mąką.

Czas nastawić piekarnik . Piekłam zapiekankę w 180 stopniach celsjusza - z włączonym termoobiegiem. Ale zanim trafiła tam na 50 minut, formę do zapiekania skropiłam zimna wodą, wyłożyłam ciastem francuskim robiąc spory rancik. Teraz pora wyłożyć farsz i zalać masą serowo jajeczną.  I do nagrzanego piekarnika :)

Myślę, że świetnie smakowałoby z dodatkem fety :)

SMACZNEGO!

* Gałka muszkatałowa - fuuuuj, śmierdzi to to starym stęchłym drewnem, zupełnie jak w wiejskim kościółku liczącym ze 200 lat. Nie lubię kupnej tartej gałki m. aleeee tym razem użyłam świeżej i sama utarłam :) Omajngad!!! Cudna, cytrynowa, pikantna... Zdecydowanie taką uwielbiam :)





P.S. Przepraszam, za ewentualne braki literki "i". Zmarła śmiercią tragiczną, wydłubana przez najmłodszą pociechę. Chwilowo podjeliśmy wyzwanie i trenujemy pisanie "i" bez "i". ;)

czwartek, 2 stycznia 2014

Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku :)

Niech się Wam szczęści, układa po myśli i wiedzie całkiem dobrze a nawet i lepiej :) Niech Rok Nowy przyniesie same pomyślne i radosne dni, przepełnione młością, niezapomnianymi chwilami i mnóstwem kreatywnych pomysłów :)

niech się spełnią te życzenia :)
Efciak  i Tęczowe Kociaki :)