Zapatrzono się razy:

poniedziałek, 17 lutego 2014

Jak ozdobić świeczki w 30 minut!!

Planów na ozdoby Walentynkowe było wiele ale wiadomo, plany planami a życie toczy się po swojemu ;) Na szczęście udało mi się ozdobić świeczuchy. Rzecz robi się błyskawicznie.



A co potrzeba:
Kilka świeczek różnych wielkości
sznurek lniany - szpagat
trochę dżinsu
kartkę ze starej książki lub gazety

Bierzemy się do dzieła:
wycinamy serducha różnej wielkości. I z dżinsu i z kartki (miałam przygotowane do innego projektu). Kartki papieru były ze sobą sklejone. Największe serce ma wklejony pomiędzy kartki kawałek sznurka (ucho).

Świeczka nr 1


Przewlekamy sznurek przez serce z uchem. Owijamy świeczkę na wysokości 3/4 tak długo aż uznamy, że wygląda OK :) Dwa końce sznurka wiążemy ze sobą. Metoda dowolna ;)

Świeczka nr 2





Duże dżinsowe serce przykładamy do świeczki i owijamy dość niedbale sznurkiem około 10 razy. Końce sznurków wiążemy,

Świeczka nr 3

Owinęłam dół świeczki sznurkiem. Przykleiłam serduszka klejem :)

Świeczka nr 4


Po prostu przykleiłam duże dżinsowe serducho :)


Całość prezentowała się całkiem fajnie. Tylko przy zapalonych świeczkach co jakiś czas zerkałam czy przypadkiem ogień nie strawił ozdób :) Straży pożarnej na szczęście wzywać nie trzeba było :) Aczkolwiek stała czujność była zachowana ;)

sobota, 15 lutego 2014

Walentynki Last Minute

To nie jest zwyczajny dzień!! O nie!! Począwszy od tego, że poranek przesunął nam się o jakieś pół godziny... i to nie w tę stronę co powinien, poprzez bieganie po domu jak kot z pęcherzem, bo przecież piątek, ogaranąć 4 kąty trzeba, pościel zmienić, pranie wstawić jedna ręką, druga ręką wyciągnąć naczynia ze zmywarki, obiad prygotować i w ogóle mlion rzeczy zrobić!!! Nic dziwnego, że w tym pośpiechu rzeczy z rąk lecą. A dokładnie całe pudełko soli. Nie wiem czy to dobrze czy źle, że akurat gruboziarnista. Hance, w każdym bądź razie, się podobało!! Kryształko soli leżace to tu to tam, super zabawa przy sprzątaniu. W cały ten bałagan  wpadł kominiarz... No tak, to dzisiaj sprawdzanie szybów wentylacyjnych... No nic, grota solna na środku kuchni to też w sumie jakaś atrakcja. I za wstęp opłat nie pobieramy :) Na szczęście kontrola sprawnie poszła :) Trzeba by Wieliczkę z podłogi usunąć. Ale czy ja pisałam, że Hanka ma wrodzony talent do sprzątania?? :) Ona SAMA!! będzie obsługiwać szczotkę i szufelkę. A proszę bardzo!! Młoda ma zajęcie, na 5 minut zamiatając po swojemu, no to sobie chociaż oko zrobię ;)
Obiad w sumie dosolony ryba znaczy się ;) . Ryż ugotować trzeba jeszcze raz, bo w wersji bałtyckiej (znaczy się przesolony) jest niezjadliwy. Buraczki na szczęście w lodówce zimują. 
Czas odebrać Janka ze szkoły. To już?? W 15 minut się uwinęłyśmy. Z ubraniem. Ale łapki mi opadają. Pielucha pełna! Spokojnie :) zdążymy się przebrać. I ubrać w kurtkę... Powoli zaczynam się niecierpliwić... nie zdąrzę ze wszystkim.
W aucie. Droga prosta :) Na szczęście poszło szybko. Jasiol wypadł ze szkoły. Zebrał tonę gałęzi. Jesteśmy właśnie w trakcie poznawania zwyczajów ludzi w epoce kamienia łupanego. Młody ma na tym punkcie małego bzika. Łącznie z tym, że zaczyna obrabiać kamienie na narzędzia... Ale to inna historia. Gałęzie zapakowane. Czas na zakupy. Może uda mi się upichcic jakąś kolację?? Przy świec blasku usiądziemy z lampką wina :)
Dotarliśmy i do domu. Miśka podjadła poszła spać. Młody na balkonie kamienie łupie. Latam bo kolejne pranie sie wyprało, poprzednie wyschło a rybę trzeba usmażyć. Słyszę: maaaamoooooo!! To syn. Pełen energii pokazuje mi kawałek kamienia o ostrym brzegu i z dumą mówi. Zobacz zrobiłem Ci nóż!! :) Będziesz mogła nim kroić mięso. Ha ha :) No niech mu będzie. Niech mi jeszcze tylko mamuta upoluje to go poporcjuję i spakuję do zamrażarki :)

Nie mam świeczek!! Jak to?? Z romantycznego wieczoru nici. Coś tam jednak znalazłam. Ale mało to romantyczne. Nic to w 15 minut - no dobra w 30 ozdobiłam świeczuchy.






Myślę sobie, jak dobrze, że spakowałam Mężonowi  serce z wiśniami w czekoladzie, bo to chyba będzie jedyny miły akcent... Nie zdąrzę. Młoda się właśnie obudziła będzie jeść. SAMA!! Kurcze ryż na obiad... Pod stołem pole ryżowe. Nie wiem czy sprzątaliście kiedyś takie coś... wyzwanie całkiem spore. Ryż się klei, trudno go pozbierać. Na szczęście odkurzacz naszykowany... eee no miałam czuja, że się przyda i go nie schowałam ;) ...  Deser.... udało się go zrobić i podszykować skladniki na kolację. Cudem... Młody wyjątkowo grzeczny :) pewnie jeszcze pokaże różki. Hanka zaserwowała mi szybki przegląd garderoby. Ze 3 razy musiałam ją przebierać... 
Przez głowę przeleciała mi myśl, że nawet jeśli dotrwam do wieczora, to padnę jeszcze przed romantyczną kolacją :)
Mąż na szczęście wrócił z pracy. Zawsze lepiej we dwójkę walczyć. Rozkład sił prawie równy :) Niby 2 na 2 ale dzieciaki jakby więcej energii mają ;)
Po stu latach świetlnych (eeee to tylko 4 godziny były) udało się dzieciory wybawić, wytańczyć, nakarmić, umyć i położyć spać... Hanka oczywiście wyczuła powagę sytuacji i postanowiła nie usnąć za szybko... :) Kochana dziewczynka... będę to powtarzała jak mantrę ;)
Teraz trzeba posprzątać po sprzątaniu i w końcu można zacząć swiętować TEN dzień :)







A na kolację był grillowany ser na rukoli z pomidorkami koktajlowymi, ziarnami słonecznika, ogórkiem i grzankami :)

środa, 12 lutego 2014

Na szczupaka

Powszechnie wiadomo, że jak dziecko siedzi cicho to jest to nad wyraz podejrzane :) Chyba, że śpi ;) Idąc dalej tym torem zakładamy, że postukiwania, śpiewanie, granie na garnkach mogą pozornie uspokoić naszą i tak już nadwyrężoną wszelkimi niespodziewanymi przypadkami czujność. O tak, dobrze przeczytaliście :) POZORNIE!! Bo rzeczywistość jest zgoła odmienna. Gotując obiad dzisiejszy, zaglądam co jakiś czas do Małej Rozrabiary. Bawi się grzecznie :) Ha!! widać już wtedy miała plan. Już widze to kłębowisko myśli w jej małej główce: "widzisz mamusiu, jestem grzeczną dziewczynka, nie psocę, możesz spokojnie zabrać się za moje ulubione koteciki". Po takiej wzualizacji nie mogłam nie pójść i tych kotletów nie zrobić. Zwłaszcza, że zgodnie z panującą teorią hałasy dobiegające z pokoju pownny mnie uspokoić. Zatem wchodzę po 15 minutach, zadowolona, uśmiechnięta  w ogóle cała w skowronkach :) Widzicie to?? :D No to super, bo mina mi zrzedła w 3 sekundy. Dzieć mój płci żeńskiej, radośnie pląsa sobie w bajorku na środku salonu. Kojarzycie może potępioną przez telewzję Trwam woodstockową kałużę?? No.... mniej więcej takie  harce wyczyniała moja córa!! Mokrusieńka od stóp do głów podchodzi do mniie wskazuje na nożkę i mówi: "Mamusiu bucik" :) Nie lubi mieć mokro w butach ;)
A mnie się nasuwa taka myśl na podsumowanie: LATO pośpiesz się :)

Aha :) skąd się wzięła woda zapytacie. Haniulka sobie nakapała z bidonu. A te "uspokajające" hałasy to odgłos ślizgów między innymi  na szczupaka ;)

niedziela, 2 lutego 2014

Gulasz z łopatki i ciecierzycy :) Pysznie i zdrowo :)

No właśnie, pysznie :) Ten kto widział Hankę wcinającą dzisiejszy obiadek, ten nie powinien mieć wątpliwości :)  a wszycy inni niech wierzą mi na słowo :)






Ciecierzyca fajnie chrupie :) mięsko jest miękkie i pyszne :) no i fundujemy sobie  całkiem pokaźny zastrzyk składników odżywczych, bo ciecierzyca POTRAFI ;) A co?? No przekazać sporo :)
Białko przede wszystkim :) Ma go dużo, więc doskonale poradzi sobie w roli zamiennika.
Oferuje spory wachlarz witamin i mikro  oraz makroelementów
Nienasycone kwasy tłuszczowe to też plus :)

Dobrze wpływa na odporność, zwłaszcza przy nfekcjach górnych dróg oddechowy. Łagodz bóle głowy. poprawa stan skóry, włosów i paznokci oraz.... podobno działa jako afrodyzjak ;) W ogóle i dla starających się par i tych mamuś, które już są w ciąży ciecierzyca jest wskazana ze względu na sporą zawartość kwasu foliowego i żelaza.
Przy profilaktyce nowotworowej też działa na korzyść.

Jeśli chodzi o składniki, to, co miałam to dodałam ;)
- dobrze ponad kilogram łopatki
- prawie pół kilo suszonej ciecierzycy
- passata pomidorowa (700g) ale dobrze się sprawdzą pomidory w puszce :)
- 3 średnie cebule
- 4 ząbki czosnku
- sól, pieprz, około 2 łyżeczek suszonego oregano,
- dodałabym jeszcze strąk (albo i dwa) ostrej papryczki ale obiad miał być dla całej rodziny, więc rodzice przyprawili sobie w miseczkach suszonym piri piri
- natka pietruszki (dałam suszoną)
- masło - spora łyżka (lubimy smak masełka) albo  i ciut więcej.



Dzień wcześniej - a raczej noc - namoczyłam cieciorkę. Potrzebuje ona minimum 8 godzin.


Łopatkę pokroiłam w plastry a następnie w małą (na jeden gryziorek - bo przecież Hania ma trzonowce ale tylko 4) kosteczkę. Podsmażyłam na maśle. Partiami, bo mi się na patelnię calość nie zmieściła. Zdjęłam mięso z patelni. Posiekaną cebulę i czosnek zeszkliłam na tej samej patelni. Przełożyłam do garnka, razem z mięsem i passatą. Dodałam odsączoną ciecierzycę/ Posoliłam, doprawiłam pieprzem i zrobiłam urzytek z oregano. Można dodać teraz ostrą papryczkę chyba, że jedzą z Wami dzieci ). Pyrtoliło się to na małym ogniu przez jakieś półtorej godzinki, Na sam koniec jeszcze raz doprowiłam solą i pieprzem, do smaku i wrzuciłam pietruszkę.

Podawałam z kluskami świderkami.




Z podanych składników wyjedzie 8 całkiem solidnych porcji.
Smakowało pysznie. 3/4 rodziny się zajadało. Tylko Kocurek się wyłamał. "Mamo, ja zjem mięsko ale orzeszki zostawię". Ale to i tak duży sukces, bo Kocurek zjada najchętniej kurczaka i ostatecznie smażoną rybę.  A cieciorka faktycznie  ma orzechowy posmak :) Kolejny plus na jej korzyść :)