Zapatrzono się razy:

czwartek, 13 listopada 2014

TSO czyli Trudna Sztuka Oszczędzania


Zostałam stworzona do wielu wielkich rzeczy :) do tych mniejszych również ;) Poza tym, że mam kilka wad... no no rozpędziłam się. To nie wady, to wyzwania do pokonania, takie smoki czy też potwory, potworki małe i slodkie, do ujarzmienia.. ale, ale przecież tu nie o wymyślanie prawie nieistniejących problemów chodzi. Chwalić się mam :) Tak więc poza oczywistymi zaletami, mam takie dwie dodatkowe, zupełnie bonusowe, którymi się nie chwalę (samochwała w kącie stała -haha) i celuję w nich nieprzeciętnie. Tak, wiem Dzieci mam cudowne :) to duma ma ogromna (nimi też się będę chwalić :) za chwilkę, zapewne w poście kolejnym ). No, tak, ręke do kwiatów i innych roślin też mam :) ale to po dziadkach rolnikach, więc żadna moja zasługa. A jak nie wierzycie to zapraszam w sezonie letnim na mój zacieniony balkon na którym taaaakie uprawy są, że hej. Zresztą chętnych mogę obdzielić jeszcze papryczkami chilli. Krzaczki nadal owocują. W hurcie!! Na kilogramy!!

Znowu myśli pogalopowały... W dal...za zachodzącym słońcem... w oddali słychać szum fal... ciepły piasek miło grzeje stopy, mewy... ale zaraz o zaletach miało być...

A więc (serdecznie pozdrawiam moją polonistkę ;) ) potrafię w niebywały sposób, w zasadzie z prędkością światła, bez zbędnego wysiłu stowrzyć BAŁAGAN!! :)Tak mi jakoś samo wychodzi ;) To raz :) A dwa: świetnie wydaję pieniądze :) Też mi same  wychodzą. Z portfela ;) I tak sobie ostatnio powiedziałam: dość. DOŚĆ!! O ile poskromienie chaosu to boska sztuka, więc póki co pozwolęgo sobie kontemplować. Bo to wymaga głębszej analizy i wielopokoleniowego zaangażowania. Bo dzieciątka moje ten dar otrzymały po mnie;) ; tak to kwestii zapanowania nad wyciekiem gotówki na później zostawić nie mogę. Chcę być jak te fantastyczne Panie Domu, które nad wszystkim panują. Miałam dodać amerykańskie, ale przecież Polki, zwłaszcza nasze mamy i babcie sztukę tę opanowały bezbłędnie, więc nie dodałam :)

A jaki mam plan??
Jeszcze go nie mam ;) Najpierw muszę przeanalizować nasze wydatki. Co kupujemy, gdzie i za ile. I jakim systemem (system gospodarski możemy wykluczyć już na wstępie ;) ). Potem szybki bilans, gdzie są pułapki i dlaczego dajemy się w nie złapać. I zmieniamy to co zmienić się da :)
To nic, że zaczynam od połowy miesiąca :) Lepiej późno niż wcale ;) Zamiast kalkulatora, zeszytu i ołówka mam arkusz kalkulacyjny :)
Wpisane przychody, suma wydatków - wyjdzie mi bilans (oby dodatni a chociażby zerowy).
Co  ujęłam w wydatkach?? Kilka podstawowych kolumn: żywność, rachunki, komunikacja, chemia/kosmetyki, niezaplanowane, inne. Dodałam od siebie kolumnę szkoła, bo jestem ciekawa ile kosztuje nasza bezpłatna edukacja - szkoda, że nie liczę tych wydatków od września.
Myślę, że dobrze byłoby to później jeszcze rozbić na podgrupy, żeby ładnie widzieć co nas rujnuje bardziej a co mniej :) ale to kwestia do przemyślenia :) A misja na najbliższy czas: kolekcjonowanie paragonów :) i skrupulatne zapisywanie wydatków :) Jakiś czas temu prowadziliśmy takie zapiski ale porzuciliśmy tę praktykę. A szkoda, bo dość dobrze się sprawdzała.

Wiele fajnych pomysłów i rozwiązań na pewno funkcjonuje w życiu codziennym :) Jeśli macie jakąś taktykę, gotowy, wypracowany system :) podzielcie się :) Bo tak już całkiem na serio, sztukę gospodarowania finansami zawsze warto udoskonalać :)

Idę na wojnę z dziurami w portfelu!! :P

P.S. Post podyktowany troską o przyszłość naszą - za lat kilkadziesiąt czeka nas emerytalno-fnansowy survival ;)



2 komentarze:

  1. No hejka :)
    Ale zapodałaś temat na jesienne wieczory :)))) To chyba przychodzi z wiekiem, wiesz? :P Bo ja też miałam takie postanowienia i nawet założyłam zeszyt... dwa lata temu robiłam porównanie gdzie taniej się nam mieszka tu czy w bloku. Ja myślę, że jak pojawiają się takie myśli to należy zmienić pracę na lepiej płatną :))))) buziaki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Agatek, wiesz, myślę, że w moim przypadku kolejna podwyżka to kolejny powód do wydawania coraz większej ilości pieniędzy :) stąd mój post :) muszę okiełznać potworka zwanego rozrzutnością ;)

    OdpowiedzUsuń